piątek, 30 marca 2012

Jajka


Zaczyna się.
Czy wydmuszki zrobimy, czy w koszulki z folii termokurczliwej (o tempora, o mores...) przyodziejemy. 
I czy ja też będę rękodzieło uprawiała.
I może Klomszczelek też.
No, Klomszczelek to o niczym innym nie marzy, tylko se jajka pomalować.
I czy każdy będzie miał SWÓJ koszyczek z temi jajkami. I jeszcze może lalusia też by swój miała.

No, jaja jak berety.

I palemek jeszcze wiąchę. Nie - jedna ku chwale tradycji; każdy SWOJĄ. Gotową, kupioną, dużą - tylko taka się liczy. Żadne tam żywe kwiecie i zielenina; żadne tam przebudzenie wiosny.
Bóg Siostry Ostry stanowczo jest bogiem nadmiaru: jaja liczy na kopy, palmy na sztuki i na metry (jak w Lipnicy Murowanej), koszyczki zapewne ocenia wedle pojemności i czy są w nich pomarańcze.

Matka, będąca w stanie zmęczenia predestynującym ją do osobistego zniesienia jajka, nie czuje potrzeby  tegoż malowania.
Palma bije jej co dnia wieczorem.
Z koszy(czków) ma przed oczami trzy: na pranie, na śmieci i na pieczywo.
Na pranie zwykle przepełniony, na śmieci takowoż, na pieczywo - pusty.
Jaja se robią, czy co...?


4 komentarze:

  1. Ja w tym roku takie jaja uskuteczniać będę:
    http://gotowaniecieszy.blox.pl/2012/03/Brownie-w-skorupce.html
    i na tym się pewnie skończy mój wkład w święta. Więcej nie zniosę.

    A Palmą to sobie można formę do ciasta wysmarować, ale to i tak nie tym razem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudne! Może i ja pokombinuję...
    Dobrze, że nie jajka w ... koszulkach. To by już była perwersja...;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znaczy się bez koszulki to nie grzech? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojtam, ojtam...Śfintuszysz. Na pewno wygodniej;)

    OdpowiedzUsuń