Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recepty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recepty. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 marca 2014

LOL

 
Zarasss..., powtarzam dziesiąty rasss i widzę, że zarasss wybuchnie. Normalnie nadyma się jak żaba, której na łeb ktoś nadepnął.Coś tam jęczy, że zaraz to jest taka duża bakteria u... - tu zawsze zawiesza głos.
Co "u", co "u"? "U" kogo? U nic, u nic, u nikogo, odpowiada, i jęczy, że za dziesięć minut dzwonek, a ja nadal w proszku.
I...? Zapytowuję celowo przeciągając tę samogłoseczkę i widzę jak jej gul skacze.
I się streszczaj, jęczy.
Bo...? Zapytowuję znów, a ciśnienie jej skacze, że prawie widać jak jej posoka żyłkami zapitala niczym górski potok.
Bo ja robotę mam.
I...?

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Bjedna staruszka

Bjedna staruszka.
Zajęłaby się tym sfoim nudnym życiem, a nie mnom.
Ty mnom nie rzondzisz, powtarzam jak krowie na rowie, a ona sfoje: śfince zmień, zadanie odrób, nie wyjdziesz na podwórko jak nie zmienisz i nie zrobisz. 
A nie zmienie i nie zrobie.
Niech se sama zmienia i robi.
Obi sam se robi.
Przez okno ja moge wyjść, bo nisko mam. I widze jak dziefczyny bujają pod blokiem, w okieneczko mi stukają, na pole chodź, mówią, a ta mi tu: zadanie zrób. Fiksacja jakaś czy coś?
Wjenc mówię: sama se zrób
A ona mi: ja już do szkoły nie chodzę, to jest tfoje zadanie.
To ja jej: to mi pomóż. Pomóż! Pomóż!! Pomóż!!! Masz mi pomóc!
A ona mi tłumaczy, co ja mam zrobić.
To ja jej: pomóż, mówiłam.
To ona mi: pomagam.
Noszszsz nie rozumie kobjeta na czym pomaganie polega: żeby przejrzała, podyktowała, szpciutko, szypciutko i zrobione. A nie, żebym ja kwitła nad tym durnym zadaniem. Po co mi to?
I żebym nie przedrzeźniała.
Bo co?
Bo cię proszę.
Bo cię proszę...
Prosiłam...
Psosiłam...
I się wkurza. Już widze że jej szczęki chodzą, hehehe. Miodzio.
I się jej przykro robi. Że niby taka wrażliwa, nie. Wrażliwa, a pastwi sie. W odrabianiu zadania nie pomaga.
Bjedna staruszka.
Ileż ona może mieć lat? Chyba ze czterdzieści... I jeszcze żyje!


czwartek, 14 czerwca 2012

Trujenca

Moja matka jest jak wilcze jagody.
Trujenca.
Truje od świtu do zmierzchu. Normalnie miszczostwo śfiata. Żebym zjadła. Żebym spakowała plecak na jutro. I ubranie se przygotowała. I worek. No, ja przepraszam-ja nie mam worka, worek to ma Klomszczel, ale on ma zawsze przy sobie i nie musi nic szykować. Hahahaha...żart. Z kapciami worek. I żebym pokój sprzątła. I śfince zadała. I zabrała ze stołu wszystko, co tam nawlekłam, bo jeść się nie da. I żebym zabrała ze środka korytarza kurtkę, plecak i worek. Jak rany, co ona z tym workiem..., niewyżyta jakaś czy co. I zemby żebym umyła, bo mi z pyska zionie. I jak się jakiś zakochany napatoczy, to zwieje jak tylko paszczę otworzę. A, i żebym se z łóżka makulaturę wyniosła i butelki z wodą po wodzie niegazowanej, bo mnie w nocy suszy. I piję. 
I takie trucie w bucie
A ja nie ma juszsz dwóch lat.
Ani nawet pięciu.
A matka nawija. 
Żebym nie mówiła do brata "ty debilu", bo on nie jest debilem. Tiaaa...To czemu jak mnie ostatnio dopadł, to najpierw mnie kopnął w zad, a jak zwijałam sie z bólu, to mnie ugryzł w nogę, a jak sie zwijałam dalej, to mi przejechał pazurami po paszczy i teraz mam szramę. I żebym se siadła na pięć minut, bo ja nawet jak jem to w szpagacie i bez przerwy tańczę. I matka kołowacizny dostaje i truje.Albo żebym sie już poszła kompać, bo późno, a potem, żebym już sie skończyła kompać, bo późno i żebym szła spać. 
A rano, żebym se kupiła w sklepiku bułke z serem i ogórkiem, a nie żelka w kształcie myszy w kolorze płynu do spryskiwacza. Tiaaa...jasne. Ona myśli, że ja zdrowom żywność bede jadła. Był przecieszsz u nas w szkole jakiś takiś unijny cóś, że jarzynki dawali. Marchewke na ten przykład. I ja wtedy przynosiłam do domu paczuszki marchewki od wszystkich dzieci i śfinka moja morska dostała marchewkowtrętu. I teraz czeba jej kupywać inne jarzynki. Taka wybredna!
No, przegwizdane mam. Prze...gwizdane. A mamusia sie jeszcze ciągle starzeje i jej sie pewnie to trucie nasili...

piątek, 16 marca 2012

Przedostatnia wola

Bendąc nieomal w pełni władz umysłowych i na pewno w pełni władz fizycznych, postanowiłam zawczasu zadysponować sfym majątkiem, na wypadek gdybym musiała podjąć w stosunku do Klomszczela kroki radykalne, które by mię uziemiły na dłuższy czas w odosobnieniu. No, bo gdybym odosobniona została na dłużej i przywrócona społeczeństwu jako osoba dorosła, którom z resztom już prawie jestem, rozliczne me ruchomości mogłyby ulec przedatowaniu i nie nadawać się do bawiecia przez osobem aszsz tak dorosłom. 
Pytacie czemuż miałabym trafić w pasiastej piżamce, z kulą u nogi i skutymi dłońmi do ponurego, wilgotnego lochu z kratami w oknach? Otószsz mój brat Parówienny okazał się być sadystom. A ja siem muszem bronić.
Poniżej lista czynów brata mego, które zasługują na stanofcze potempienie:

  • za futro ciągnie i nie popuszcza;
  • gały wydłubywać chce paluchami;
  • drapie po paszczy;
  • szczypie jak wyżej i po innych organach;
  • bije mnie gdzie popadnie, bo to silny samiec jest;
  • grzebie mnie w szufladach biurka;
  • fchodzi do pokoju, kiedy som u mnie dziefczyny, żeby gmerać;
  • zazdrość mom wzbudza, bo jak dziewczyny przychodzom do mnie, to sie słodzom do niego, a nie do mnie, a to ja jestem ta ładniejsza;
  • rzuca sie na ziemie i fszyscy mówiom, że to ja go popchłam;
  • pluje żarciem i ja siem potem brzydze jeść we w ogóle wcale;
  • robi kupe, kiedy inni jedzom i jak wyżej, bo go od razu przewijajom, to znaczy nie od razu, tylko trochę później, ale ja długo jadam, wienc się załapuję na ten cyrk.
Tak wienc mogem nie zdzierżyć i ... jak chyce i szczonsne, to...

Taaak...

Teraz lista ruchomości do rozdysponowania moim koleżankom wedle uznania:

  • fszystko spod łóżka
  • fszystko spod komody;
  • fszystko spod szafy;
  • laleczki;
  • pudełko ze skarbami;
  • tysionc piencet pudełeczek i kufereczków upchanych gdzie się dało i nie dało;
  • przebrania królewnowskie;
  • zachomikowane na lepsze czasy, nieużywane szpilki mojej mamy;
  • śfinka.
Ale śfinka to chyba ruchomość jest.
W każdym razie jak przystępywałam do pisania woli swej przedostatniej, to jeszcze się ruszała...

Z poważaniem

Siostra O.

poniedziałek, 27 lutego 2012

Wolność

Zapisałam się do ZBoWiD-u.

Ogólnie czujem siem gnembiona, sekowana i złośliwie oskarża się mię o niezrozumienie sytuacji.
Tyle lat walczyłam w moim domu o wolność i demokrację...Tyle lat...
Wolność ograniczana mnie jest permanentnie, demokracji ani widu, ani słychu. 

Wolność, jak ja jom rozumiem, to jest robienie tego,co ja chcem, wtedy kiedy chcem, z kim chcem, gdzie chcem i jak chcem. Reszta może se nie chcieć: to, że ja chcem jest warunkiem sine qua non. Bo jak chce ktoś inny, to już jest jego wolność, a co mnie obchodzi cudza??? Moja wolność jest moja i dlatego jest ważna. Wolność cudza jest nie moja, więc może to nawet w ogóle nie jest żadna wolność, tylko zachcenie? 

Demokracja zaś to jest wola ludu. Za lud w naszym domu robimy ja z Klomszczelem. Więc jak my mamy wolę, to powinno się nas słuchać. I uwzględniać. Klomszczel ma głównie wolę jeść. I wyć. I jest to uwzględniane. Zazwyczaj. Bo po piontym biszkopcie już nie.
Ja mam wolę być wolna; wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem. Wienc, na ten przykład, mam wolę oglądać dziesiąty raz ten sam odcinek gupiego serialu dla nastolatek, a mamusia mówi: pierdolety no pasaran, żeś się już dziecko (dziecko...-jeszcze se pozwala...) naoglądywała, idź ze poczytaj. Albo mam wolę, żeby mi coś kupić. Albo piniondze dać. Wolę też lekcji nie odrabiać i grać na kompie, książkę pisać albo Shakiry słuchać i tańczyć. A mamusia woli co innego i to jej wola jest zawsze uwzględniania, a nie moja.

Nolens volens muszę się naginać.
O kant wiadomo czego potłuc takom demokracjem.

Mamusia mówi, że wolność i demokracja to som imponderabilia, ale tszeba do nich dorosnąć.
Pszeciesz dorosłam.

Mamusia zawsze tforzy: to fszystko jest proste jak budowa cepa.

Jestem wienc przekonana, że legitymacja kombatancka należy się mię jak psu zupa. 
Tylko ja zupy to jeść nie chcem...

Fszystko jest proste, jak budowa cepa, nie...?
Dawno temu w skansenie



sobota, 4 lutego 2012

Tforzę


Postanowiłam zostać malarkom.
Mamusia mówi, że tforzyć to ja umiem...
Mówi, na ten przykład: oj, córcia, znów coś tforzysz...i zawiesza na mnie zawiesiste sfe spojrzenie. Przynajmniej mamusia kuma, że mam artystycznom dusze i sie w tym skostniałym społeczeństwie dusze. Może bede epatować filistróf swom sztukom, kto wie, kto wie...

wtorek, 10 stycznia 2012

Siostra Ostra...(6)

Dostaliśmy z Klomszczym piętrowe łóżko.

Ja bede górom.
Młody gdzieś pode mnom. 
Na razie jeszcze nie ma materaca i tylko se oklepuje deseczki. Ale jak tatuś materac zorganizuje, bedziemy spać razem w pokoju. Juszsz to widze. Mamusia mówi, że tszynasty miesionc nie śpi, bo Klomszczy daje po garach i on niby nagle u mnie pode mnom tak uśnie i se pośpi. Hhehehe. Zastanawiam sie, kto zwariuje pierszy: ja czy mamusia. Bo Klomszczemu to wszystko jedno kto zwariuje. A nam z mausiom nie. Bo jak mamusia, to jom wywiozom nogami do przodu i zawiozom gdzieś, gdzie som gumowe ściany, drzwi bez klamek i można spać ile kto chce. A jak ja, to ... No przecież też wtedy mamusie tam wywiozom, wienc co za różnica, która piersza??? No, chyba że zwariuje Klomszczel, ale on jest facetem, wienc już gorzej chyba z nim nie bedzie. 
To w ogóle straszne jest mieć w domu takiego smarka. Ja to co innego - jestem juszsz prawie dorosła, mam kieszonkowe i jakby co, to sie moge wyprowadzić. Mamusia mówi, że jak chcem, to ona mi sie pakować pomoże, ale jak zaczyna pomagać, to ja juszsz nie chcem. Ostatnio w ogóle mam problemy z tym, co chcem, a czego nie chcem. Znaczy sie, sama nie wiem, czego chcem. A ciongle coś chcem i jest to strasznie menczonece dla mamusi i dla mnie. Bo ja mamusie kocham i nienawidze; lubie i nie lubie; chcem robić, co se sama każe, a nie, co mi mamusia każe. Strasznie to skomplikowane jest. Prawie jak ja. Mamusia mówi, że mam to po niej i że bedzie tylko gorzej.
To ja tak nie chcem!

czwartek, 1 grudnia 2011

Siostra Ostra - z zapisków na lewych receptach (5)

A bo ja to juszsz nie wiem sama...
Prosiłam Mikołaja, żeby mi przyniósł kosmetyki, ale mamusia się nie zgodziła. Powiedziała, że ani szminki, ani takiej palety do makijażu (sto kolorów i różowy teszsz!!!) to ona Mikołajowi przytaszczyć nie pozwoli. I jeszcze, jakby tego było mało, powiedziała, że ta śfinka, co to się po nią komisyjnie udajemy w sobotę (bo Mikołaj przesłał list, żeby go wyręczyć, bo u niego w Laponii śfinki raczej nie przemieszkiwują...), to ma stać u mnie w pokoju na komodzie. Że jak??? - zapytowuję się mamusi, że jak??? U mnie??? A jak ona, ta śfinka, nocom wyjdzie z akwarium i stanie na dwóch nogach i rozłoży te drugie nogi jak ten batman i zrobi uuu... - toż ja się pochlastam ze strachu! A jak ona jeszcze zacznie dźwięki wydawać? Albo mi zasmrodzi???
Gdybym miała szminkę i cienie do powiek, mogłabym się zrobić na bóstfo i wyglondać jak nastolatka, a tak to wyglondam jak wyglondam, czyli wyglondam jak dziecko. Którym juszsz nie jestem, tylko moja mamusia tego nie widzi. Dzieckiem jest mój brat Klomszczel, ale on tesz jusz sobie nie daje na głowę wchodzić - jak coś chce, to ciągnie mamusię albo tatusia w to miejsce, gdzie jest to, co chce i nie pozwala sobie wody z mózgu robić. Bo oni by chcieli, żeby on siedział i bujał jakieś badziestwo, a Klomszczel potrzebuje towarzystwa i lubi się bawić w łazience. I wyciągać kable z kontaktu i chodzić o odkurzacz, i u mnie w pokoju lubi siedzieć i gmerać. Ja nie lubie jak on mi gmera, ale co ja moge, co ja moge... Jak tylko chce go wygonić, to zarasss mamusia mówi, że pszecieszsz mi nie zje tego wszystkiego i że jestem niedobra siostra. No i się potem mamusia dziwi, że ja drzwi zamykam do pokoju. Człowiek musi czasem być sam, a nie ciągle te dzieci... Ilesz można???
No, pomyślcie sami: Klomszczel, śfinka, mamusia...Ciongle ktoś coś chce! Znaczy, śfinka jeszcze nie chce, ale na pewno bedzie chciała. Mamusia mówi, że kupę spod śfinki to będę musiała wyjmować sama! Że ona mi raz czy dwa pomoże, wszystko pokaże, a potem adios - bede musiała sama... Kupe sama! Toszsz to zaniedbywanie dziecka jest i agresja nie wprost! Jaka ja jestem samotna... I ta śfinka teszsz bedzie. Mówiłam mamusi, żeby mi kupiła chłopczyka i dziewczynkę, to bedom mieli małe śfinki. Ale mamusia złapała się tylko za głowę i powiedziała, że ZOO zakładać nie bedziemy.
ZOO w naszym domu, podobno, juszsz jest...

poniedziałek, 19 września 2011

Siostra Ostra - z zapisków na lewych receptach (4)

Urodziny miałam. Obchodziłam, a jakże. Parę razy. Ile się dało. No, wiecie - prezenty... 
Mamusia mówi, że nie można mieć wszystkiego i nadmierne kupywanie zasadniczo lasuje mózg. Taaa...jasne...To niby po co som te sklepy? I dlaczego najfajniejsze słodycze leżom zawsze przy samej kasie?? A gazet z Barbie i gratisami to niby po co jest tyle??? Się pytam. Żeby kupywać, proste, nie. Ja bym mogła kupywać jak leci. Jak leży, też mogę. Ale mamusia mówi, żeby sobie sami kupywali ci, co takie ... (nie powiem jak mówi mamusia, bo by mnie potem mamusia okrzyczała, że tak mówię) produkują. I nie chce mi mamusia kupywać lizaków i lodów w kolorze farb plakatowych i gazet z dołonczonymi szminkami. No, ale mamusia pochodzi z jakichś prehistorycznych czasów, w których podobno kupywanie wyglądało jak polowanie. I mówi mamusia, że wtedy to dzieci miały mało zabawek, nie miały komputerów a czekolada była tylko w peweksie. Nie wiem co to ten pewex, ale pewnie jakaś mamusi skrytka. No, ja na przykład trzymię czekoladę w szufladzie w kuchni. Komputer trzymię na biurku (żebyście wy wiedzieli, co ja tam jeszcze trzymię...), a zabawek mam tyle, że sama bym se mogła otworzyć sklep. O! 
Mamusia to w ogóle jakaś lewa jest. Kupywać nie lubi. Ja i mój biedny brat Kląszczel chodzimy w używanych ubraniach po znajomych dzieciach. Bo, mówi mamusia, po co kupywać ubranka, których ani znosić, ani popaprać się nie zdąży? Pół wsi obchodzi takie galoty czy spódniczkę i wszystko wygląda jak nowe. Fajne niektóre te ubranka som; no, wszystkie som fajne, ale używane!!! I jeszcze nasze ubranka posyła mamusia dalej, jakby inne mamusie też takie dziwne były i kupywać nie lubiły! A sklepy pełne... A mamusia nie chce kabzy (co to???) im (komu???) niepotrzebnie nabijać. Ja nie rozumiem jak można nie lubić kupywania? Może mamusia nie jest kobietom? Wszystkie kobiety lubiom kupywać. Wiem na pewno, bo jestem kobietom. 
Dobrze, że mamusia po śmietnikach nie grasuje, bo podobno niektórzy tak robią i W OGÓLE w sklepach nie kupywują, takie ekologiczne som. 
Jakby tego było mało, mamusia też wymienia się ubraniami z koleżankami. I jeszcze bardzo to lubiom! Zamiast kupywać, jak cywilizowane ludzie, w handlowych galeriach.
Sami więc widzicie, że MUSIAŁAM obejść urodziny, bo po prezent to już mamusia MUSIAŁA iść do sklepu. I kupywać. 

sobota, 3 września 2011

Siostra Ostra - z zapisków na lewych receptach (3)

Lubię, kiedy moja mama traci cierpliwość. Kiedy zwiątpia (a wiecie, że wątpia, to wnętrzności; jelita znaczy... - czyżby się mamusi we flakach przewracało od mojego zachowania?). Argumentuje, kobicina kochana, i argumentuje i nic. No, rzeczowo jej to idzie, rzeczowo i merytorycznie, ale co z tego??? Że mam nie wisieć na drzewie, bo spadnę, złamię sobie kręgosłup, będę jeździła na wózku inwalidzkim albo nawet zejdę śmiertelnie - i co z tego ja sie pytam??? Jakby tak powiedziała: nie dyndelaj córeczko na gałenzi, bo sie chłopaki bedom śmiały; albo: makijaż sie ci rozmyje; albo: żmija się po pniu wije tudzież pająk napitala tamtędy. O, to by miało sens! Ale umrzeć - tego nie robi się kotu...
No i giba się mamusia argumentacyjnie, a ja sfoje. I nie ma mamusia pomysłu jakby mnie tu przekonać. Podpowiadam: mnie sie przekonać nie da. I juszsz. Mam to po mamusi. Jeszcze się taki nie urodził, coby mamusię przekonał i ja zamierzam w jej ślady pójść.
Często sie mamusi zapytowuję: czemu jesteś taka??? Mamusia uwielbia, kiedy ją tak zapytowuję. Odpowiada mi wtedy: tak byś o sens życia zapytała, kwestie rudymentarne i imponderabilia wyłuszczę ci, córeczko, z najwyższą przyjemnością, ale na tak postawione pytanie odpowiedzi nie znam. Albo znam: bo tak. Aleee mamooo, zawodzę wtedy ostentacyjnie, ja sie pytam tylko czemu ty jesteś taka fstrentna, a ty zaraz...Aaa, czemu fstrentna jestem...Jakoś nie wiem, czemu nie znajduję przyjemności w pozwalaniu własnej córce na autodestrukcję...Niech się dziołcha uwiesi na wierzbie czy innej gruszy i wisi, co mnie tam. Niech se uszy przebije, choćby widelcem, zaraz, teraz, tu; niech pomaluje paznokcie na karminowo i udaje lolitkę; niech ogląda jakiesik filmy o hamerykańskiej młodzieży, od których się mamusi wątpia lasują. Niech!!!
Zanim sczeźnie, to długo jeszcze...Ja tymczasem się położę, tym bezruchem się napieszczę...:)

wtorek, 12 kwietnia 2011

Siostra Ostra - z zapisków na lewych receptach (2)

6.35 No włazi mi do pokoju i zaczyna: Ostra wstawaj. Maltretor jeszcze śpi. Pomogę ci się ubrać. Cmok w policzek. Macu, macu pod bródką. Wstawaj córeczko. Może bym i wstała, bo nie śpię już od dziesięciu minut, ale wyłazić z ciepłego wyra to mi się nie chce. Nie bede i już.
Yyyyjuszjeszczepienćminutyyyy...
Dobra, to ja idę wstawić mleko. A idź. I tak nie bede jadła. O takiej porze???
6. 45. No Ostra, wstawaj, bo nie zdążysz. Daj kopyta, szybko ci rajtki nadziejemy, to ci nie bendzie zimno.
Jedna noga. Druga noga. Może jeszcze trzecią by chciała za jednym zamachem.
Yyyynienawidzeszkołyjuszjeszczechwilealemamo.
Zdziera ze mnie kołdrę. Wyję z rozpaczy, ale ona nie zamierza przestać. Naciąga mi te rajstopy, podkoszulkę i każe ją sobie upchać do majtek, że niby cieplej mi będzie. Nie bendzie. Kurde, umre z zimna.
Idźodemniejakmnietaktraktujeszsamasieubiore.
Idzie do kuchni.
Alejategoniemówiłamalemamooo.
6. 55 Maltretor zdradza objawy porannego ożywienia. Zraz zacznie wyć i zamiast robić mi płatki, będzie tuczyć tego kloca cycusiem. A mi cycusia oczywiście nie da.
Mleko ciepłe, płatki w misce, a ja w lesie. Nienawidzę wstawać.
7. 00 Jem. Udaję, że jem. Niech się cieszy. Tak naprawdę oglądam bajkę i rozgrzebuję płatki. Taka paciaja się z nich robi jak za długo poleżą w mleku. A poleżą...
Znowu każe mi myć zemby. Przecież myłam wieczorem! Co niby: syfią się po nocy? Piłam tylko soczek, jadłam czekoladę i znowu piłam. Ale dawno.
7.10 O, tatauś już gotowy... Ale tatuś nie musi jeść płatków i się czesać. Czesać!!! Ona mnie jeszcze będzie czesać... Nienawidzę czesania. Ciągnie mnie za włosy jak sadysta. To nic, że sobie wczoraj potraktowalam futro klejem biurowym białym, dżemem truskawkowym i miodem. Jakby chciała, to by nie ciągła!!!

Czwartek, 6.35
Mamooo jeść.
ŚpijOstramaszdoszkołyna12.20.
Alemamoojagłodnajestem!
Toseweźcoślodówkiyyyyyyyyyy.
Alejachcepłatki!
Wrrr...
Dobramamodobraśpij. Jakośseztymgłodemporadze.
Idźcórciuspać. Maszdoszkołyna12.20.
Alejasietakprzyzwczaiłamdowczesnegowstawania...

poniedziałek, 28 marca 2011

Siostra Ostra - z zapisków na lewych receptach (1)

Jak już wiecie, moja matka jest wstrentna.
Z lubością pastwi się nade mnom, biednom bezbronnom istotom.
Cóż ja...
Że sobie czasem powrzeszczę? Że rzucam się na podłogę i zawodzę jakby mi trepanację czaszki na żywca robili? Że uświadamiam rodzicom jaką krzywdę mi wyrzondzajom zmuszając mnie do odrabinia lekcji ZANIM pobawię się z koleżankami? Że uczepiona klamki drzwi wejściowych ryczę na cały regulator, cytuję siebie: "nie róbcie mi tego!!!"? No wiem, wiem, że co sobie ludzie pomyślą w tych koszmarnych czasach pełnych przemocy wobec dzieci; że się jakiś aktywista znajdzie  i zawezwie odpowiednie służby. Wszystko to wiem! Ale co z tego: czujem siem w własnym domu uciskanom mniejszościom i już. Uciskają tatuś i mamusia po równo.  Z tym, że mamusia silniej uciska, bo ona ciąglę coś chce ode mnie: a to zemby umyj, a to rence; z podłogi podnieś, a to wynieś, przynieś, bez mała: pozamiataj. No jak można? Do dziecka???
Żeby mieć pełnom kontrole nad sytuacjom, postanowiłam spać z rodzicami. Na stałe. Już mi wprawdzie zazdrość o tego tumana (Kląszczela, znaczy) powoli przechodzi; mamusia przebrała mi pościel na taką zarombistom różowom i lampkę tatuś przybił do ściany, żebym sie potforóf nie bała, ale ja swoje wiem: oni w nocy w tym łóżku nieustannie spiskujom przeciwko mnie! I wykluczajom, wykluczajom...
Sama widzę: jak tylko Kląszczel kwiknie, to mamusia daje mu cycusia, a jak ja mówię "piciu", to mamusia mi każe iść do kuchni i se wziąć. No, gdzie ja pójdę po nocy? Sama??? Do kuchni??? Tak daleko???
Albo, dajmy na to, siku: on se leje do pieluchy, a ja muszę do kibla po nocy dymać! Próbowałam już kiedyś zaistalować sobie pampersa, to mi się mamusia po głowie popukała. Wstrentna!
I tak oto we własnym domu doświadczam wykluczenia społecznego. Masakra. Ile to się człowiek musi nacierpieć.
Dzisiaj mam dyktando. Pierwsze w życiu. No i jak się mamusia dowiedziała, to dawaj człowieka katować - Ostra pisz: "pszczółka". Pisze. Pszułka. Źle, pisz jeszcze raz. Pisze. Przczułka. Źle, pisz... Wrrr, no ile można i co mnie ta pszczółka obchodzi. Albo borsuk. Albo inne badziewia. Dobrze, nie pisz. Literuj. "Dzięcioł" literuj. "D, z, i, e, n, i, c, i, o, ł" literuję. Źle. Noż... kij z dzięciołem.
Sami widzicie: rzeźnia. Przy drugim dyktandzie to się nie przyznam. Precz z pszczółkami!!!

ps Gdybym dłuższy czas nie pisała, proszę o interwencję: mamusia może mnie zauciskać na śmierć.